AI rozumiejące polskie prawo to narzędzie, które ocenia dokument na tle Kodeksu cywilnego, RODO i polskich regulacji sektorowych, a nie na tle praktyki anglosaskiej, na której trenowana była większość globalnych modeli. Różnica nie jest kosmetyczna. Polskie prawo zobowiązań inaczej traktuje kary umowne, inaczej reguluje formę czynności prawnych, inaczej rozkłada granice swobody umów. Narzędzie, które tych różnic nie zna, potrafi uznać za bezpieczną klauzulę sprzeczną z bezwzględnie obowiązującym przepisem albo alarmować o postanowieniu, które w polskiej praktyce jest standardem. Dlatego pierwsze pytanie przy wyborze AI do pracy z polskimi dokumentami nie brzmi, jak duży jest model, tylko na jakim prawie oparto analizę i czy każdą wskazówkę można zweryfikować po podstawie prawnej.
Gdzie prawo anglosaskie i polskie rozchodzą się najmocniej
Kilka przykładów z codziennej praktyki kontraktowej. Anglosaskie liquidated damages i polska kara umowna z art. 483 Kodeksu cywilnego to instytucje o różnych warunkach ważności i różnych mechanizmach miarkowania: klauzula przepisana żywcem z wzorca common law bywa w polskim reżimie częściowo bezskuteczna. Zastrzeżenie kary umownej za niewykonanie zobowiązania pieniężnego, w praktyce anglosaskiej spotykane, na gruncie polskim jest niedopuszczalne. Podobnie z formą: polski Kodeks cywilny zna formę pisemną, dokumentową i elektroniczną, każdą z innymi skutkami, czego ogólny model nie wyczyta z samego tekstu umowy. Do tego dochodzą przepisy bezwzględnie obowiązujące, których strony nie mogą wyłączyć wolą stron, oraz sektorowe warstwy regulacyjne, od RODO po wymogi MAR, AML i nadzoru KNF.
Co w praktyce znaczy, że narzędzie zna polskie prawo
Deklaracja „obsługujemy język polski" to za mało: tłumaczenie interfejsu nie jest znajomością prawa. Sprawdzalne wyznaczniki są trzy. Pierwszy: baza polskich przepisów i orzecznictwa, aktualizowana na bieżąco, bo prawo się zmienia, a analiza na nieaktualnym stanie prawnym jest gorsza niż żadna. Drugi: podstawa prawna przy każdej wskazówce, czyli konkretny przepis lub utrwalona praktyka, do której prawnik może sięgnąć i ocenić, czy się zgadza. Trzeci: rozumienie polskiej praktyki kontraktowej, a więc tego, jakie brzmienia klauzul są w obrocie standardem, a jakie odbiegają od niego na niekorzyść jednej ze stron. VAI Legal został zbudowany od podstaw wokół tych trzech wymagań, bo bez nich analiza umowy pod polskim prawem jest zgadywaniem.
Test, który warto zrobić przed wdrożeniem
Prosty sposób na odsianie narzędzi: wgraj umowę z klauzulą, o której wiesz, że jest problematyczna na gruncie polskiego prawa, ale wygląda neutralnie po angielsku. Kara umowna od zobowiązania pieniężnego, zapis na sąd zagraniczny w umowie konsumenckiej, przeniesienie autorskich praw majątkowych bez wymienienia pól eksploatacji. Narzędzie, które zna polskie prawo, zatrzyma się przy każdej z nich i wskaże przepis. Narzędzie, które go nie zna, przejdzie obok. Ten sam test warto powtórzyć na kilku umowach z własnej praktyki w ramach pilotażu, zanim do systemu trafią dokumenty klientów.
Dane muszą zostać w Unii Europejskiej
Znajomość prawa to jedna połowa wymagań, druga to zgodność z nim samego narzędzia. Dla dokumentów objętych tajemnicą zawodową i danymi osobowymi minimalny standard to przetwarzanie wyłącznie w centrach danych na terenie Unii Europejskiej, szyfrowanie w tranzycie i w spoczynku, separacja danych każdej organizacji oraz gwarancja, że dokumenty nie są wykorzystywane do trenowania modeli. Dostawca, który nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, gdzie fizycznie trafia umowa po wgraniu, odpada przed oceną jakości samej analizy.
